Sądy już nie szafują zakazami. Coraz mniej kierowców traci prawo jazdy

&lt![CDATA[

Jeszcze dekadę temu, w latach 2008–2011, sądy zabierały prawo jazdy ponad 140 tys. kierowców rocznie. Jednak od 2010 r. widać wyraźny trend spadkowy. Z najświeższych danych resortu sprawiedliwości z 2017 r. wynika natomiast, że sądy zastosowały środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych już tylko niespełna 48 tys. razy.

Czy to znaczy, że mamy do czynienia z aż tak dużą zmianą w zachowaniu kierowców? Zdaniem Andrzeja Łukasika z Polskiego Towarzystwa Kierowców kultura jazdy się poprawia, ale nie to jest główną przyczyną. Zmieniło się – na lepsze – nastawienie sądów.

Zakaz tylko w ostateczności

– My, jako PTK, jesteśmy jak najbardziej za eliminowaniem z dróg osób, które stwarzają zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Jednocześnie jednak stoimy na stanowisku, że odbieranie prawa jazdy powinno być ostatecznością – mówi Andrzej Łukasik.

– Tymczasem wcześniej sądy zbyt ochoczo szafowały tym środkiem, jakby nie mając dostatecznej refleksji na temat jego siły rażenia. Skutki finansowe odebrania prawa jazdy częstokroć są o wiele bardziej dotkliwe niż grzywna, bo w rezultacie ukarany może w ogóle utracić możliwość zarobkowania – dodaje.

Zmianę nastawienia sądów potwierdzają twarde dane. Jeszcze kilka lat temu fakultatywne zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych orzekane na podstawie art. 42 par. 1 kodeksu karnego stanowiły 35 proc. wszystkich orzeczonych w danym roku takich środków karnych (zarówno fakultatywnych, jak i obligatoryjnych). Od 2011 r. odsetek praw jazdy odbieranych według uznania sądu systematycznie malał, by w 2017 r. wynieść zaledwie 5 proc. Tymczasem ogólna liczba spraw, w których sądy mogą, ale nie muszą zatrzymywać praw jazdy (np. w przypadku nieumyślnego spowodowania wypadku – art. 177 par. 1 k.k.) pozostaje na podobnym poziomie.

Inna sprawa, że przypadków, w których sąd nie ma innego wyjścia, jak odebrać uprawnienia, też z roku na rok jest coraz mniej. W 2017 r. obligatoryjnych zakazów wydano prawie trzy razy mniej niż w 2012 r. (39 tys. w stosunku do 91 tys.).

To jednak nie wszystko. Spadkowi liczby orzekanych zakazów towarzyszy spadek liczby skazań za jazdę na zakazie, czyli za przestępstwo z art. 244 k.k. Do czerwca 2017 r. ten czyn był zagrożony karą do trzech lat pozbawienia wolności, obecnie grozi za to nawet pięć lat więzienia. I tak w 2013 r. za łamanie zakazu skazano prawie 20 tys. osób, w 2015 r. – nieco ponad 12,5 tys., podczas gdy w 2017 r. już tylko 9 tys. Z tym że jeśli porównamy liczbę orzekanych zakazów z liczbą ujawnionych przypadków ich złamania, to się okazuje, że jeszcze 10 lat temu co dziesiąty kierowca wpadał na prowadzeniu pojazdu mimo orzeczonego zakazu. W 2015 r. już co czwarty kierowca, któremu sąd odebrał uprawnienia, był karany za nieprzestrzeganie wyroku, a obecnie już co trzeci.

Co trzeci recydywista

Liczby pokazują tylko te przypadki, w których kierowca łamiący zakaz został przyłapany przez policję. Ilu tak naprawdę ludzi wsiada za kierownicę bez uprawnień, nie wiadomo.

– Zazwyczaj policja ujawnia takie przypadki w związku z innymi czynami popełnionymi przez kierowcę – przyznaje sędzia Andrzej Skrowron z Sądu Rejonowego w Tarnowie. Innymi słowy, dopóki kierowca, który stracił prawo jazdy, nie złamie przepisów ruchu drogowego, ma spore szanse na uniknięcie konsekwencji. A nawet jak złamie, to musi jeszcze mieć pecha i trafić na policję.

– Niestety obserwuję, zwłaszcza na obszarach podmiejskich, dużą liczbę skazań np. z art. 178a k.k., czyli za jazdę pod wpływem alkoholu. W takich przypadkach orzeka się obligatoryjnie zakaz prowadzenia pojazdów – mówi sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. – I potem bardzo często widzę, że te same osoby ponownie popełniają przestępstwo drogowe w okresie obowiązywania zakazu, najpewniej licząc na to, że nikt ich nie skontroluje. To jest plaga – dodaje prawnik. 

]]
Więcej informacji

Prawo budowlane w Polsce

Prawo budowlane – najważniejsza polska ustawa z zakresu projektowania, budowy, nadzoru, utrzymania i rozbiórki obiektów budowlanych oraz zasad działania organów administracji publicznej w tym zakresie.

Ustawa reguluje także sprawy związane z:

  • ochroną środowiska podczas działań związanych z wykonywaniem rozbiórek, wznoszenia nowych obiektów i ich utrzymania
  • miejscem realizacji inwestycji i sposobem uzyskiwania pozwolenia na budowę oraz rozbiórkę, a także określeniem rodzajów robót budowlanych i budów niewymagających pozwolenia na budowę
  • oddawania obiektów budowlanych do użytkowania
  • prowadzeniem działalności zawodowej osób związanych z budownictwem (uprawnień do wykonywania samodzielnych funkcji w budownictwie, tzw. uprawnienia budowlane) i ich odpowiedzialnością karną i zawodową
  • prawami i obowiązkami uczestników procesu budowlanego
  • postępowaniem w wypadku katastrofy budowlanej.

Pierwszy akt prawny, w którym można dopatrywać się odpowiednika obecnej ustawy Prawo budowlane, powstał 16 lutego 1928 roku. Było to rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o „prawie budowlanym i zabudowaniu osiedli”. Przepis ten był bardzo obszerny, liczył aż 422 artykuły i jako rozporządzenie wydany został z mocą ustawy (wg przedwojennych uregulowań prawnych zawierał artykuły). Tak duża liczba umieszczonych w nim artykułów absolutnie nie oznacza jednak, że był on bardziej złożony i skomplikowany od obecnych przepisów. Jego objętość wynikała wyłącznie z prostego faktu, że obszar kodyfikacji w nim zawartej był bez porównania szerszy niż w obecnej ustawie Prawo budowlane. Oprócz dzisiejszych kwestii wchodzących w sferę zainteresowania Prawa budowlanego znalazły w nim miejsce liczne zagadnienia z zakresu dzisiejszej ustawy o gospodarce nieruchomościami, ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ochrony przeciwpożarowej, prawa cywilnego, ustawy o drogach publicznych, prawa lokalowego czy wreszcie dzisiejszych przepisów techniczno -budowlanych dla części obiektów budowlanych.

Ostatni przedwojenny tekst jednolity rozporządzenia z 1928 roku ukazał się w Dzienniku Ustaw nr 34 z 17 kwietnia 1939 roku pod pozycją 216.

Dowodem uniwersalności przedwojennego prawa budowlanego może być fakt, że zostało ono zastąpione przez nowe przepisy dopiero po ponad 33 latach, 13 sierpnia 1961 roku, kiedy to jego miejsce zajęła ustawa Prawo budowlane z 31 stycznia 1961 roku, opublikowana w Dzienniku Ustaw nr 7 z 1961 roku pod pozycją 46.

Ówczesna, pierwsza polska powojenna ustawa budowlana, była już znacznie odchudzona, liczyła zaledwie 96 artykułów i przetrwała jako akt obowiązującego prawa przez kolejnych blisko 14 lat, aż do l marca 1975 roku. O jej precyzji i jednoznaczności oraz adekwatności w opisie procesu budowlanego rzeczywistości lat 60-tych może świadczyć fakt, że w okresie wspomnianych 14 lat dokonano zaledwie dwóch niewielkich nowelizacji jej pierwotnego tekstu.

Od l marca 1975 roku weszła wżycie kolejna, nowa ustawa Prawo budowlane. Jej wprowadzenie związane było z przeżywanym w tym okresie znacznym ożywieniem gospodarczym, związanym z chwytliwym hasłem „budowy drugiej Polski”, w sposób szczególnie duży przekładającym się na skalę rozpoczynanych i prowadzonych wówczas inwestycji budowlanych.

Ustawa ta zawierała tylko 71 artykułów, a ważniejsze zmiany to likwidacja funkcji inspektora nadzoru inwestorskiego (na całe 6 lat, aż do roku 1981, kiedy to w jednej z kolejnych nowelizacji inspektor nadzoru wrócił do tekstu ustawy), zniesienie wymogu zdawania egzaminu przy nabywaniu uprawnień budowlanych, zwanych wówczas „stwierdzeniem posiadania przygotowania zawodowego do pełnienia samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie”, itd.

Transformacja ustrojowa początku lat 90-tych wymusiła rozpoczęcie prac nad całkiem nowym prawem budowlanym. Liczne rządowe, resortowe i środowiskowe projekty nowej budowlanej ustawy zasadniczej zostały scalone w 1993 roku w jeden rządowy projekt nowej ustawy i ostatecznie w dniu 7 lipca 1994 roku Sejm przyjął nową ustawę Prawo budowlane, z datą jej wejścia w życie określoną na l stycznia 1995 roku.

Formalnie obowiązuje ona do dnia dzisiejszego, z tym, że ilość nowelizacji, jakim podlegał jej tekst w ciągu 17 lat od momentu wprowadzenia powoduje, że już tylko w bardzo małym stopniu obecne jej zapisy przypominają te, z którymi mieliśmy do czynienia na początku roku 1995.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *