„Hejt”: Wszystko zaczyna się od języka

&lt![CDATA[

Nie jest to problem wyimaginowany – wystarczy spojrzeć na zatrważające
statystki. Według badania NASK z grudnia 2016 roku, 32 proc. polskich
nastolatków było wyzywanych w internecie, co piąty był poniżany
i ośmieszany, a co dziesiąty szantażowany. Jeszcze gorzej wyglądają te
dane, gdy nastolatkowie opowiadali o swoich znajomych. 58 proc. osób
twierdzi, że było świadkiem poniżania i ośmieszania znajomego w sieci,
a 59 proc. – jego wyzywania. Warto przytoczyć także stanowisko Komitetu
Psychologicznego Polskiej Akademii Nauk [1], zwracającego uwagę, że „(…)
Epidemia mowy nienawiści stanowi poważne zagrożenie dla wychowania
kolejnych pokoleń, które dorastają w atmosferze przyzwolenia na przemoc
werbalną.” Jak łatwo można
wywnioskować, stoimy przed ogromnym wyzwaniem o znaczeniu pokoleniowym.
Nie możemy zatem przechodzić obok tego zjawiska obojętnie – zwłaszcza,
że polskie prawo dostarcza instrumentów do walki z obraźliwymi treściami
umieszczanymi w internecie. 

Należy bowiem pamiętać, iż język jest
pierwszym etapem nienawistnych działań. To za jego pomocą ludzie tworzą
pojęcia, a co za tym idzie – własne wyobrażenie świata i w konsekwencji
budowanie konkretnej wizji rzeczywistości. Za tymi drzwiami są już
czyny. Skierowane przeciwko – komuś bądź własnej osobie. Wszyscy
pamiętamy choćby dramatyczny finał historii Dominika Szymańskiego, który
postanowił odebrać sobie życie, gdyż nie mógł znieść szykan (zarówno
tych wirtualnych jak i rzeczywistych) swoich rówieśników. Za przykład
nie posłużą także wszystkie przypadki tzw. „przestępstw z nienawiści” –
czyli czynów zabronionych, będących zazwyczaj skutkiem brutalizacji
języka debaty, czy w skrajnych przypadkach, otwartego nawoływania do
podejmowania ataków na poszczególne grupy społeczne: parie polityczne,
mniejszości narodowe, etniczne czy seksualne.

Jak i na co reagować?

W
powyższym kontekście, co do zasady polskie prawo karne zna 2
przestępstwa ścigane z urzędu oraz 2 ścigane z oskarżenia prywatnego. Te
pierwsze dotyczą publicznego propagowania ustrojów totalitarnych,
nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych,
rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość (art. 256 kk)
oraz publicznego znieważenia grupy ludności albo poszczególnej osoby –
z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej
albo z powodu jej bezwyznaniowości lub gdy z wyżej wymienionych przyczyn
dochodzi do naruszenie nietykalność cielesną takiej osoby (art. 257
kk). W takich sytuacjach organy wymiaru sprawiedliwości mają ustawowy
obowiązek zbadać sprawę i podjąć odpowiednie kroki. Jak jest
w rzeczywistości? Politycy marginalizują tego typu zachowania,
a prokuratura w większości przypadków umarza bądź dokonuje
przekwalifikowania czynu na np. „zwykłe pobicie”. Chodzi tu o zaklinanie
rzeczywistości i kreowania przekłamanego obrazu naszego społeczeństwa.
Jak pokazują jednak statystki Prokuratury Krajowej, liczba tego typu
przestępstw wzrasta, natomiast liczba ich zgłoszeń spada – jedynie 5 %
ofiar zgłasza sprawę Policji. [2]
W przypadku, gdy jesteśmy świadkami wpisów bądź komentarzy, które mogą
wypełniać ustawowe znamiona wyżej opisanych przestępstw, warto zrobić
tzw. „screena” i załączyć go do zawiadomienia, które należy złożyć
w wybranej jednostce Policji lub Prokuratury.

Śledczy mają obowiązek
przyjąć zawiadomienie i ocenić czy zgromadzony materiał dostatecznie
uzasadnia potrzebę wszczęcia postępowania. Jeżeli organ odmówi wszczęcia
bądź uprzednio wszczęte postępowanie umorzy – przysługuje nam zażalenie
na taką decyzję – warto o tym pamiętać. Z kolei pomówienie
i zniesławienie (odpowiednio 212 i 216 kk), jak już wyżej wspomniałem,
ścigane są z oskarżenia prywatnego, co oznacza, że należy złożyć na Policji wniosek o ukaranie tej osoby lub wystąpić bezpośrednio do sądu z aktem oskarżenia. Wypada
również wspomnieć o tym, że tzw. „lajkowanie” czy udostępnianie
materiałów, których nie jesteśmy autorami, a istnieją przesłanki do
zakwalifikowania ich jako treści obraźliwych czy nienawistnych, może
zostać uznane za „publiczne pochwalanie” w rozumieniu art. 255 kk. [3] Jak słusznie wskazuje mec. Milena Bogdanowicz z kancelarii Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy ” trzeba
jednak pamiętać, że art. 255 przewiduje odpowiedzialność karną za
„publiczne pochwalanie” przestępstwa. W przypadku niektórych wpisów,
które mają przestępczy charakter, np.: zniesławienia, zniewagi, gróźb,
nawoływania do nienawiści czy propagowania faszystowskiego ustroju
państwa, nie można wykluczyć, że ich „polubienie” będzie stanowić czyn
„pochwalania” przestępstwa w rozumieniu wskazanego wyżej przepisu.” [4]

Jeśli nie Policja, to co?

Niestety w
wielu przypadkach, świadkowie wpisów bądź czynów o nienawistnym
charakterze nie chcą angażować wymiaru sprawiedliwości (zupełnie
niesłusznie), gdyż np. przytłacza ich wizja bycia częścią procesu czy po
prostu wstydzą udać się z takim problemem na Policję. Warto w takich
sytuacjach pamiętać o art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą
elektroniczną, zgodnie z którym odpowiedzialność pośrednika (na przykład
właściciela strony internetowych publikujących teksty i umożliwiających
ich komentowanie), rozpoczyna się, gdy użytkownik poinformuje go
o bezprawnym charakterze opublikowanych danych. Administrator platformy
musi wówczas zareagować. Przepis ten stosowany jest zazwyczaj
w kontekście naruszeń praw autorskich, natomiast nic nie stoi na
przeszkodzie aby wykorzystywać go walki z internetową mową nienawiści –
wszak „bezprawny charakter danych lub związanej z nimi działalności”
może być interpretowany bardzo szeroko. Administratorzy takich platform
jak Facebook czy YouTube sami dostarczają narzędzie do walki z hejtem.

Zgłoszeń można tam dokonywać za pomocą specjalnych, służących do tego
przycisków. [5] O
krok dalej poszło Google, które we współpracy z firmą Jigsaw, stworzyło
program Google Perspective – oprogramowanie przeznaczone dla
programistów chcących ocenić potencjalną ”toksyczność” komentarza.
System wykorzystuje w swojej pracy algorytmy sztucznej inteligencji,
które pozwalają mu uczyć się na bieżąco nowych rzeczy, dzięki czemu
jeszcze lepiej potrafi on walczyć z nieodpowiednimi i obraźliwymi
treściami. Kolejnym sposobem na walkę z obraźliwymi treściami jest
powództwo na drodze cywilnej. Wszak, zgodnie za art. 23 Kodeksu
cywilnego: „Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie,
wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek,
tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa,
artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa
cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.” W
takim trybie, możemy walczyć o zadośćuczynienie – czyli określoną
w pozwie kwotę, mającą na celu wyrównanie szkody niemajątkowej, w tym
wypadku wynikającej z naruszenia naszych dóbr osobistych. Niestety,
przepisy proceduralne, jasno precyzują, że to po stronie powoda leży
obowiązek ustalenia danych osobowych (w tym adresu) pozwanego.

Jak łatwo
można się domyślić, bez zaplecza technicznego, jakim dysponuje
chociażby Policja, ciężko jest namierzyć i ustalić dane osób
posługujących się w sieci zanonimizowanymi profilami. Problem chcieli
rozwiązać posłowie Nowoczesnej., którzy w 2017 r. zaproponowali projekt
ustawy o tzw. „ślepym pozwie”. Konstrukt miał służyć właśnie do
pozywania anonimowych użytkowników i to sąd miałby być zobowiązany do
ustalenia tożsamości pozwanego. Projekt, jakkolwiek słuszny, pod
względem materialnym zawierał niestety masę błędów formalnych i pułapek
proceduralnych, które ostatecznie przesądziły o odrzuceniu projektu
w pierwszym czytaniu. Miejmy nadzieję, że problem ten zostanie wkrótce
rozwiązany i społeczeństwo dostanie realne narzędzia prawne do walki
z mową nienawiści, nie tylko tą wirtualną.

Poniżej znajdują się
linki do stron internetowych prowadzonych przez podmioty zajmujące się
walką z szeroką pojętą mową nienawiści. Jeśli padłeś ofiarą bądź byłeś
świadkiem poniżania, wyzywania czy zwykłego chamstwa – nie bój się
reagować i zgłaszać takich przypadków. Pamiętajmy, że wszystko zaczyna
się od języka.

stopmowienienawisci.pl

siectolerancji.pl/jak-reagowac/jak-reagowac-na-mowe-nienawisci-w-sieci

zglosnienawisc.otwarta.org/incydent/zglos

krytykapolityczna.pl/felietony/jas-kapela/ty-tez-mozesz-zglosic-hejtera

hejtstop.pl

Artykuł powstał we współpracy z www.legalnakultura.pl

Fundacja prowadzi Bazę Legalnych Źródeł, które udostępniają treści zgodnie z prawem i wolą twórców.

]]
Więcej informacji

Prawo budowlane w Polsce

Prawo budowlane – najważniejsza polska ustawa z zakresu projektowania, budowy, nadzoru, utrzymania i rozbiórki obiektów budowlanych oraz zasad działania organów administracji publicznej w tym zakresie.

Ustawa reguluje także sprawy związane z:

  • ochroną środowiska podczas działań związanych z wykonywaniem rozbiórek, wznoszenia nowych obiektów i ich utrzymania
  • miejscem realizacji inwestycji i sposobem uzyskiwania pozwolenia na budowę oraz rozbiórkę, a także określeniem rodzajów robót budowlanych i budów niewymagających pozwolenia na budowę
  • oddawania obiektów budowlanych do użytkowania
  • prowadzeniem działalności zawodowej osób związanych z budownictwem (uprawnień do wykonywania samodzielnych funkcji w budownictwie, tzw. uprawnienia budowlane) i ich odpowiedzialnością karną i zawodową
  • prawami i obowiązkami uczestników procesu budowlanego
  • postępowaniem w wypadku katastrofy budowlanej.

Pierwszy akt prawny, w którym można dopatrywać się odpowiednika obecnej ustawy Prawo budowlane, powstał 16 lutego 1928 roku. Było to rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o „prawie budowlanym i zabudowaniu osiedli”. Przepis ten był bardzo obszerny, liczył aż 422 artykuły i jako rozporządzenie wydany został z mocą ustawy (wg przedwojennych uregulowań prawnych zawierał artykuły). Tak duża liczba umieszczonych w nim artykułów absolutnie nie oznacza jednak, że był on bardziej złożony i skomplikowany od obecnych przepisów. Jego objętość wynikała wyłącznie z prostego faktu, że obszar kodyfikacji w nim zawartej był bez porównania szerszy niż w obecnej ustawie Prawo budowlane. Oprócz dzisiejszych kwestii wchodzących w sferę zainteresowania Prawa budowlanego znalazły w nim miejsce liczne zagadnienia z zakresu dzisiejszej ustawy o gospodarce nieruchomościami, ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ochrony przeciwpożarowej, prawa cywilnego, ustawy o drogach publicznych, prawa lokalowego czy wreszcie dzisiejszych przepisów techniczno -budowlanych dla części obiektów budowlanych.

Ostatni przedwojenny tekst jednolity rozporządzenia z 1928 roku ukazał się w Dzienniku Ustaw nr 34 z 17 kwietnia 1939 roku pod pozycją 216.

Dowodem uniwersalności przedwojennego prawa budowlanego może być fakt, że zostało ono zastąpione przez nowe przepisy dopiero po ponad 33 latach, 13 sierpnia 1961 roku, kiedy to jego miejsce zajęła ustawa Prawo budowlane z 31 stycznia 1961 roku, opublikowana w Dzienniku Ustaw nr 7 z 1961 roku pod pozycją 46.

Ówczesna, pierwsza polska powojenna ustawa budowlana, była już znacznie odchudzona, liczyła zaledwie 96 artykułów i przetrwała jako akt obowiązującego prawa przez kolejnych blisko 14 lat, aż do l marca 1975 roku. O jej precyzji i jednoznaczności oraz adekwatności w opisie procesu budowlanego rzeczywistości lat 60-tych może świadczyć fakt, że w okresie wspomnianych 14 lat dokonano zaledwie dwóch niewielkich nowelizacji jej pierwotnego tekstu.

Od l marca 1975 roku weszła wżycie kolejna, nowa ustawa Prawo budowlane. Jej wprowadzenie związane było z przeżywanym w tym okresie znacznym ożywieniem gospodarczym, związanym z chwytliwym hasłem „budowy drugiej Polski”, w sposób szczególnie duży przekładającym się na skalę rozpoczynanych i prowadzonych wówczas inwestycji budowlanych.

Ustawa ta zawierała tylko 71 artykułów, a ważniejsze zmiany to likwidacja funkcji inspektora nadzoru inwestorskiego (na całe 6 lat, aż do roku 1981, kiedy to w jednej z kolejnych nowelizacji inspektor nadzoru wrócił do tekstu ustawy), zniesienie wymogu zdawania egzaminu przy nabywaniu uprawnień budowlanych, zwanych wówczas „stwierdzeniem posiadania przygotowania zawodowego do pełnienia samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie”, itd.

Transformacja ustrojowa początku lat 90-tych wymusiła rozpoczęcie prac nad całkiem nowym prawem budowlanym. Liczne rządowe, resortowe i środowiskowe projekty nowej budowlanej ustawy zasadniczej zostały scalone w 1993 roku w jeden rządowy projekt nowej ustawy i ostatecznie w dniu 7 lipca 1994 roku Sejm przyjął nową ustawę Prawo budowlane, z datą jej wejścia w życie określoną na l stycznia 1995 roku.

Formalnie obowiązuje ona do dnia dzisiejszego, z tym, że ilość nowelizacji, jakim podlegał jej tekst w ciągu 17 lat od momentu wprowadzenia powoduje, że już tylko w bardzo małym stopniu obecne jej zapisy przypominają te, z którymi mieliśmy do czynienia na początku roku 1995.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *